PRZEDŁUŻAJĄCA SIĘ ZIMA, BRAK SŁOŃCA, CODZIENNE KOMUNIKATY O WSZECHOBECNYM SMOGU… – PRAWDA, ŻE MOŻNA DOSTAĆ DEPRESJI? NIE TYM RAZEM – TERAZ CZEKA PRZYGODA I TO NA POŁUDNIU EUROPY!  

Kochamy Hiszpanię, jej klimat, ludzi, kulturę… i piękne plaże. Tym razem jednak nasz wybór padł na Portugalię, która ze względu na długą linię brzegową może poszczycić się dosłownie setkami różnorodnych plaż, a jej południowe wybrzeże obfituje w miejsca o niezwykłej urodzie: bezkresne plaże o miękkim białym piasku, urocze zatoczki, odludne dzikie plaże z wysokimi klifami i punkty z widokiem na panoramę Atlantyku. Naszym celem został rejon Algavre oferujący przede wszystkim doskonałą pogodę, błękitne niebo i łagodny klimat, przyciągający spragnionych słońca i ciepła turystów z północnej Europy, którzy w „mobilnych domkach” spędzają tutaj część zimy. Przygotowując się do wyjazdu, zrobiliśmy listę plażowych hitów, które trzeba odwiedzić, wydawało się nam, że mamy plan podróży. jednak okazało się, że i bez planu byłoby fascynująco, ponieważ praktycznie każde miejsce, każda plaża, na którą pojechaliśmy, budziła nasz zachwyt.
Podróż rozpoczęliśmy w Hiszpanii, w Alicante, gdzie odebraliśmy kampera z wypożyczalni Costa Camper. Rezydent firmy odebrał nas z lotniska i przekazał fajnego, kompletnie wyposażonego kamperka.
Po kilku dniach intensywnego zwiedzania Hiszpanii dotarliśmy do Portugalii. Jako że granicę przekroczyliśmy wieczorem, to na nasz pierwszy nocleg wybraliśmy miejsce polecane w aplikacji. Po dotarciu do celu okazało się, że rzeczywiście stoi tam dużo kamperów, ale aby dostać się na plażę, trzeba przejść ok 600 m. Przyzwyczajeni do parkowania niemal na samej plaży postanowiliśmy cofnąć się około 4 km w miejsce, które wyszukaliśmy na mapach Google.
Rano okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ oprócz nas stało tam kilkanaście innych kamperów, a szeroka
i piaszczysta plaża była widoczna z samochodu. Spędziliśmy cały dzień na opalaniu i odpoczynku w towarzystwie spotkanego na miejscu polskiego małżeństwa, które kamperem przyjeżdża tutaj już trzeci rok. wieczorem ruszyliśmy dalej, po około trzech godzinach jazdy dotarliśmy do punktu docelowego. Przyzwyczajeni do znakomitych dróg w Hiszpanii postanowiliśmy jechać darmową drogą krajową, rezygnując z płatnej autostrady, co okazało się błędem, ponieważ drogi w Portugalii znacząco odbiegają od tych w Hiszpanii. Są wąskie, co chwilę są ronda, mniejsze lub większe miejscowości i ograniczenia do 50 km/h.

Zatrzymaliśmy się na kempingu. wieczorem, ciekawi wrażeń, zrobiliśmy obchód po niewielkiej nadmorskiej miejscowości Armacao de Pera. Niestety, wrażenia mieliśmy niezbyt pozytywne – zatęskniliśmy za Hiszpanią i mieliśmy nadzieję, że widoki na przepięknych plażach, które jeszcze przed nami, wynagrodzą dotychczasowe rozczarowanie Portugalią…

Sobota. jedziemy się na targ… i w końcu zaczyna nam się podobać. Targ jest podobny do tych, na jakich jako dziecko bywałam z rodzicami, tylko produkty bardziej egzotyczne. Słodkości z fig i migdałów już na samym początku skradły nasze serca. dodając do tego przepyszne, bo dojrzewające w słońcu i bardzo tanie awokado, poczuliśmy się jak w niebie. jeszcze tylko kawa w malutkiej kawiarence i możemy ruszać dalej w poszukiwaniu plaż.

Nie byliśmy oczywiście na wszystkich plażach, bo nie sposób ich zliczyć i zapamiętać. Pierwszą, która dosłownie rozłożyła nas na łopatki, była Praia Da Marinha – przez wielu uznawana za najpiękniejszą plażę Portugalii. Słynie nie tylko z zapierającego dech w piersiach położenia, ale także z wyjątkowo czystej wody. Otoczona 30-metrowymi skałami, często pojawia się w reklamach i folderach. według prestiżowego przewodnika michelin jest jedną z 10 najpiękniejszych plaż w Europie, naprawdę ciężko stąd odjechać.

Na następnym przystanku czekało nas jeszcze większe zdziwienie, dotarliśmy do Praia De Denagil z jej największą atrakcją – jaskinią Benagil, która przypomina miejsce prosto z baśni. Około 150 m od głównej plaży znajduje się rozległa jaskinia, do której prowadzą dwa duże wejścia. jej sklepienie zawaliło się w jednym miejscu, dzięki czemu do wnętrza docierają promienie słoneczne. wśród skalnych ścian jest plaża, która należy do najbardziej niesamowicie położonych na świecie. Oświetlone przez słońce skały mienią się odcieniami pomarańczowego, różu i kontrastują z turkusową wodą Atlantyku. Atrakcja stanowi jeden z największych cudów natury na wybrzeżu Algarve. do jaskini Benagil można dostać się wyłącznie od strony oceanu – wycieczki organizowane są łodzią z pobliskiej plaży.

Podróżując kamperem od plaży do plaży, za każdym razem wydawało nam się, że nie możemy już zobaczyć nic piękniejszego, ale zatrzymując się kilka kilometrów dalej, okazywało się, że to jednak ta plaża jest najpiękniejsza. I tak przez dwa tygodnie, codziennie odkrywaliśmy inne perełki. Po dwóch tygodniach dojechaliśmy do miejsca, które jeszcze w XIV w. uznawane było za koniec świata i za którym jest już tylko bezkres oceanu – Przylądek Świętego Wincentego.

Zdążyliśmy na niezwykłe widowisko, jakim jest zachód słońca. czekaliśmy, siedząc na 60-metrowych klifach, po prawej stronie mając latarnię morską zbudowaną w 1946 r., wraz z wieloma innymi turystami, gdy na tle pomarańczowej wody pojawiło się stado orek. wynurzyły się kilka razy, pokazały nam swoje olbrzymie kształty i odpłynęły, pozostawiając uśmiech na twarzach wszystkich.

Kilka kilometrów od Przylądka Świętego Wincentego, na cyplu położona jest Twierdza w Sagres (Fortaleza de Sagres), to tu, na dużym parkingu w otoczeniu kilkudziesięciu innych kamperów spędzamy noc. będąc na miejscu, warto pomimo wiatru i chłodu wiejącego od oceanu wyjść na wieczorny spacer i spojrzeć w czyste nierozświetlone miejskim światłem niebo. Ilość gwiazd uzmysławia nam, że w odległości kilku tysięcy kilometrów jest tylko ocean.

Podczas naszej podróży ciągle towarzyszyła nam myśl, jak wiele cudownych miejsc minęliśmy po drodze, gdyż nie byliśmy na wszystkich plażach, bo nie sposób ich odwiedzić podczas jednej wyprawy. Dni upłynęły nam na spacerowaniu, odkrywaniu nowych zakamarków, jaskiń skalnych i na wspinaniu się po dosyć wysokich klifach. Udało się nam odwiedzić kilka ukrytych plaż, do których można dostać się tylko po odpływie, i przechodzić z jednej na drugą. jednak nawet czas wakacji nie może uśpić w nas czujności, zawsze należy zachować ostrożność. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze podczas ostatniego dnia pobytu w Portugalii i plażowania, gdy wydawało się nam, że znaleźliśmy idealne miejsce do bezpiecznego pływania w płytkiej wodzie i opalania na bezludnej plaży otoczonej stromymi klifami – raj na ziemi. Niestety nic nie dzieje się bez przyczyny, bezludna plaża okazała się pułapką podczas niewielkiego przypływu, który odcinał drogę powrotną i zalewał ją całkowicie, a jedyną drogą ucieczki z raju okazały się klify, gdzie musieliśmy szukać dogodnego miejsca na wspinaczkę.

Wracając do Alicante, zdążyliśmy jeszcze zaliczyć przepiękną Sewillę, tu niestety jeden dzień to za mało, ale forma wypoczynku, jakość obsługi i sprzęt, jaki otrzymaliśmy od firmy Costa Camper, zachęcają do powrotu.

Dodaj komentarz